Gdzie na sushi na Wilanowie w Warszawie?

Gdzie na sushi na Wilanowie w Warszawie?

Jeszcze kilka lat temu Wilanów kończył się właściwie na pałacu i parku – jeśli miało się ochotę na coś więcej niż osiedlową pizzerię, trzeba było jechać w stronę centrum. Dziś w promieniu kilkuset metrów od Placu Vogla i ulicy Klimczaka działa tyle sushi barów, że można by nimi obdzielić jedną z większych dzielnic Warszawy. Postanowiłem sprawdzić, co się za tym kryje – nie tylko z opisów na stronach restauracji, ale z tego, co faktycznie piszą o nich klienci.

Zacznę od najdroższej opcji, bo różnice w cenie między tymi miejscami są spore, a warto o tym wiedzieć, zanim się umówi kogoś na kolację.

Hanashi Sushi & Teppanyaki

Hanashi, przy Franciszka Klimczaka 20, to już nie tylko sushi bar, tylko coś w rodzaju teatru kulinarnego – nigiri i sashimi łączą tu z teppanyaki, na którym smaży się wołowinę Wagyu A5 sprowadzaną prosto z Japonii. Jeden z gości, podpisujący się jako Louis C., opisał wizytę na tyle szczegółowo, że warto to zacytować bez skracania sensu: właściciel osobiście oprowadził go i jego towarzystwo po czymś, co nazwał „kulinarną wycieczką”, a kucharz teppanyaki nie tylko przygotował danie, ale zorganizował całe show z okazji czyichś urodzin przy stole. Gabriela Pluta w swojej opinii skupia się bardziej na konkretach – chwali czystość stolika utrzymywaną dyskretnie w trakcie posiłku i twierdzi, że stek z wołowiny zasługuje na osobne wyróżnienie. Inna klientka, Anita Aswani-Kruszewska, wymienia całe zamówienie z imienia: mackę ośmiornicy, stek Wagyu A5, udon z kaczką, ryż smażony z warzywami – i podkreśla, że show z ogniem i żonglowaniem szpatułkami było najlepsze, jakie widziała w tej części Warszawy. Rezerwacja na konkretną godzinę i zaliczka 150 zł na start – to nie jest miejsce na spontaniczną kolację w drodze z pracy.

Nama Sushi Bar & Lounge

Zupełnie inny rejestr to Nama, kawałek dalej przy tej samej ulicy Klimczaka (numer 1). Tu nie ma show, jest za to sushi robione ręcznie, kawałek po kawałku. Najciekawsza rzecz, jaką znalazłem w opiniach, to wyznanie jednego z gości na Tripadvisorze: mieszka w Warszawie od prawie czterech lat, w tym czasie odwiedził Namę – z jego własnego wyliczenia – około pięćdziesiąt razy, i twierdzi, że ani razu jakość mu nie podpadła. Pięćdziesiąt wizyt to nie jest coś, co się pisze o miejscu przypadkowym.

Sakana Sushi and Sticks

Pod tym samym adresem, Klimczaka 1, działa też Sakana Sushi and Sticks – co brzmi jak przypadek, ale to po prostu ten sam kompleks handlowy Vis à Vis, w którym kilka lokali dzieli numer budynku. Sakana to już nie mała rodzinna knajpka, tylko spółka notowana na giełdzie (Sakana SA), a menu na Wilanowie nadzoruje Mariusz Melcer, wcześniej związany z lokalem tej samej marki przy Burakowskiej. W opiniach na Wanderlogu powtarza się jeden wątek: różnica między siedzeniem przy stoliku a przy barze sushi. Jedna z klientek pisze wprost, że dopiero siedząc przy barze, gdzie kucharze rozmawiają bezpośrednio z gośćmi i dopasowują danie na bieżąco, zrozumiała, „czym w ogóle powinno być dobre sushi” – wcześniej, jej zdaniem, nie miała pojęcia. Inna recenzja opisuje wizytę z dwójką dorosłych i dzieckiem, którzy wyszli z uśmiechami – nawet mimo tego, że lokal wcale nie kojarzy się z miejscem rodzinnym.

Kimi Sushi

Jeśli szukasz czegoś z większą historią opinii, Kimi Sushi na Placu Vogla (Zygmunta Vogla 62) ma ich w Google 380, ze średnią 4,5. To już nie jest próbka, którą dało się nakręcić znajomymi. Znalazłem tam osobistą relację blogerki z „Biegacz na Diecie”, która opisała spontaniczne wyjście z córką – „kurtki, buty i czapki założone w ułamku sekundy” – zakończone lunchowym zestawem sushi za 29 zł i daniem chicken teriyaki na wynos za 25 zł. Chwali akurat nie samo sushi, tylko zupę osuimono, rzadszą alternatywę dla klasycznego miso, z wyczuwalną, ale niedominującą nutą rybną. Z drugiej strony na Wanderlogu i Tripadvisorze widać już bardziej mieszany obraz – kilku gości pisze, że jakość zależy od tego, który kucharz akurat gotuje danego dnia: raz świetny lunch, innym razem słabsza obsługa i przeciętne jedzenie. Przy 380 opiniach taki rozrzut jest chyba nieunikniony.

Hana Sushi by Azia

Dla kogoś, kto nie ma czasu ani ochoty wychodzić z domu, jest jeszcze Hana Sushi by Azia, formalnie pod tym samym adresem co Nama (Klimczaka 1, tym razem parter) – ale działająca wyłącznie na dowóz przez Uber Eats, bez sali dla gości. W karcie oprócz standardowych zestawów są też rolki wegańskie, co akurat w tej okolicy nie jest oczywistością.

Sushi Icons

I na koniec coś dla osób, które wolą sprawdzoną klasykę od eksperymentów – Sushi Icons przy Adama Branickiego 21 (dawniej znane też jako ICON Sushi). Bez teatralnych gestów, bez fuzji – po prostu nigiri, sashimi i futomaki w wersji, jakiej nauczono się je robić lata temu.


Jeśli miałbym podsumować to jednym zdaniem: różnica między tymi miejscami to nie tylko cena, ale też to, czy szukasz wieczoru-wydarzenia (Hanashi), stałego punktu na mapie (Nama, Kimi), czy zwyczajnie chcesz zjeść dobre sushi bez wychodzenia z kurtki (Hana Sushi).